Archiwum Bloga

sobota, 25 lipca 2026

Patrząc przez okno

 


Odejdę w wieczność zamienie się w pył 

zostanę w wierszach jakbym w ciąży żył 

Ulecę z oddechem w nieznaną ci dal

Zapłacze zatęskni ten kto mnie znał 



Na pożegnanie serce zamilknie 

A ten co pisał dla żywych zniknie 

Tam poznam wieczność jak tutaj samotność 

Znów to poczułem patrząc przez okno...


Czasem wyrywa mnie serce ze snu 

Za mało tlenu i coś mu mówi znów stój 

I wtedy nie wiem czy matka boska 

Jakiś anioł czy życia troska 


Ożywia serce by mogło bić 

Żebym nie odszedł żebym mógł żyć 

Widziałem to w oknie patrząc w dal 

Dziesiątki razy odczuwam ten dar 



Kiedyś to serce może nie ruszyć 

W Ostatnia podróż dusza wyruszy 

I łzami żalu usta ci zmokną 

Widziałem to wszystko patrząc przez okno...


Więc się nie dziwię że patrzysz z daleka 

Ostatnia podróż każdego czeka...

Zanim się łzami zlejesz jak okna deszczem 

Może zdążysz pokochać mnie jeszcze 




Wśród pięknych deszczowych i zwykłych dni 

Może znajdziesz odwagę by ze mną być 

Będziesz mieć siły by przegnać samotność 

Przesyłonisz mi życie zasłonisz mi okno 


Bym zamiast szukać wieczności w niebie 

Żył tu przy tobie był obok ciebie 

Nim minie życie i skończy się czas 

Niech miłość i Bóg połączy nas...


 

Niech da ci wiarę odwagę nadzieję 

Że wszystko po to tak właśnie się dzieje 

Więc pieprz konwenanse i zrób ten krok 

Znów kończy się wiersz kolejny rok 


 

Niech ten nieziemski blask w twoich oczach 

Jakbyś ciągle mówiła że kochasz 

Niech ci serce wciąż krzyczy do duszy

 że po to żyjesz że kochać musisz 


I niech twa dusza to w końcu usłyszy

 że serce pragnie i po to krzyczy

I gdy w swoje okno spojrzysz nad ranem 

Przypomnisz sobie że jest serce co chciało by być przez ciebie kochane


I zanim życie jak bańka pryśnie 

Chce bić przy tobie tak czysto fizycznie...