Odejdę w wieczność zamienie się w pył
zostanę w wierszach jakbym w ciąży żył
Ulecę z oddechem w nieznaną ci dal
Zapłacze zatęskni ten kto mnie znał
Na pożegnanie serce zamilknie
A ten co pisał dla żywych zniknie
Tam poznam wieczność jak tutaj samotność
Znów to poczułem patrząc przez okno...
Czasem wyrywa mnie serce ze snu
Za mało tlenu i coś mu mówi znów stój
I wtedy nie wiem czy matka boska
Jakiś anioł czy życia troska
Ożywia serce by mogło bić
Żebym nie odszedł żebym mógł żyć
Widziałem to w oknie patrząc w dal
Dziesiątki razy odczuwam ten dar
Kiedyś to serce może nie ruszyć
W Ostatnia podróż dusza wyruszy
I łzami żalu usta ci zmokną
Widziałem to wszystko patrząc przez okno...
Więc się nie dziwię że patrzysz z daleka
Ostatnia podróż każdego czeka...
Zanim się łzami zlejesz jak okna deszczem
Może zdążysz pokochać mnie jeszcze
Wśród pięknych deszczowych i zwykłych dni
Może znajdziesz odwagę by ze mną być
Będziesz mieć siły by przegnać samotność
Przesyłonisz mi życie zasłonisz mi okno
Bym zamiast szukać wieczności w niebie
Żył tu przy tobie był obok ciebie
Nim minie życie i skończy się czas
Niech miłość i Bóg połączy nas...
Niech da ci wiarę odwagę nadzieję
Że wszystko po to tak właśnie się dzieje
Więc pieprz konwenanse i zrób ten krok
Znów kończy się wiersz kolejny rok
Niech ten nieziemski blask w twoich oczach
Jakbyś ciągle mówiła że kochasz
Niech ci serce wciąż krzyczy do duszy
że po to żyjesz że kochać musisz
I niech twa dusza to w końcu usłyszy
że serce pragnie i po to krzyczy
I gdy w swoje okno spojrzysz nad ranem
Przypomnisz sobie że jest serce co chciało by być przez ciebie kochane
I zanim życie jak bańka pryśnie
Chce bić przy tobie tak czysto fizycznie...

